26 czerwca 2014

Felieton. W służbie poprawności czyli nasz deja vu

W przedostatnim wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” ukazał się artykuł Wojciecha Wybranowskiego pt. „W służbie poprawności”. Na początek cytat z gazety: „Piją, biją i są bezkarni - skarżą się mieszkańcy (...). Lokalna społeczność zarzuca władzy, że w obawie przed oskarżeniami o rasizm przymyka się oczy na wyskoki Cyganów”. W dalszej części artykułu autor opisuje genezę konfliktu. Wydarzenia sprzed paru lat, w których część mediów doszukiwała się antyromskiego rasizmu, zaowocowały swoistym terrorem poprawności politycznej w mieście. Efekt? Mieszkańcy skarżą się, że „służby miejskie, aby uniknąć zarzutów o faszyzm czy dyskryminację, często przymykają oczy na agresję i łamanie prawa.” Czy ta relacja coś Państwu przypomina?
W tekście czytamy także o sytuacjach, w których zdarzyło się mieszkańcom dostać od Romów w twarz. Mowa jest o kradzieżach, nagabywaniu, żebractwie i opluwaniu. Przywołana jest historia obrabowania starszego małżeństwa przez grupę Cyganów. „Tymczasem mieszkańcy mają coraz większy żal, że służby które powinny ich chronić, boją się interweniować, gdy przestępcą jest osoba z mniejszości romskiej i udają, że problemu nie ma”.

Kończąc tekst Wojciech Wybranowski pisze tak: „Mieszkańców, ofiary kradzieży, awantur ulicznych, wymuszeń to nie przekonuje. Ich nie interesuje przerzucanie się władzy państwowej i samorządowej odpowiedzialnością, szukanie wykrętów. A bezradność organów władzy wśród wielu budzi zauważalną coraz większą niechęć do romskich sąsiadów. A niechęć, jeśli jej powodów szybko się nie wyeliminuje, może przerodzić się w agresję."

Nic dodać nic ująć. Czytając ten artykuł odniosłem wrażenie swoistego deja vu. Skąd my to znamy?
Autor opisał sytuację panującą w podopolskim Brzegu. Zachęcamy do lektury całego tekstu.


LinkWithin