17 grudnia 2013

Felieton. Arek, weź się kopnij…

Aneta W., kobieta o wielu obliczach.
Codziennie życie przynosi nam wielu ciekawych tematów do rozważań. Dużo też dzieje się w samorządzie poza oficjalnymi kanałami i przekazem. Wiele osób interesujących się lokalną polityką nie ma dostępu do tzw. „politycznej kuchni”. A naprawdę jest co smakować…. Ostatnio uczestniczyłem w kontroli, jaką przeprowadzała Komisja Rewizyjna RM w Andrychowie. Kontrola ma zgodnie z uchwałą Rady sprawdzić legalność wyświetlania filmów w „kinie na pięterku” czyli Kinie Świadomego Widza stworzonym za pieniądze podatników na początku obecnego roku w MDK. Przypomnijmy: ten przybytek X Muzy wchodzi w skład Centrum Kultury i Wypoczynku. Do jego prowadzenia zatrudniono Anetę W. z Brzeszcz, która zrobiła w CKiW błyskawiczną karierę. Po posiedzeniu komisji rewizyjnej z siedziby centrum kultury wyszedłem z przekonaniem, że właśnie obejrzałem tragifarsę. Nie wiadomo było, czy się śmiać, czy płakać.
O tym, co należało do meritum kontroli, napiszemy innym razem. A teraz o czymś innym. Film pt. „Kontrola kina na pięterku” rozpoczął się jak produkcja Alfreda  Hitchcocka. W roli głównej wystąpiła Aneta W., obecnie pełnomocnik dyrektor CKiW. 
W prologu pani W. udzieliła radnym reprymendy i zasugerowała, że jesteśmy niewychowani. Czemu? Chyba dlatego, że wchodząc do siedziby przybytku kultury, nie zaglądnęliśmy do zajmowanego przez nią gabinetu i nie wykonaliśmy pokłonu:) Na nic zdały się tłumaczenia jednego z radnych, który w usprawiedliwieniu powiedział, że po raz pierwszy panią Anetę zobaczył na własne oczy. 
Aneta W. uznała, że i tak nam, prostym chłopom lekcja manier się należy, podczas gdy ta „subtelna kobieta” w czasie rozmowy z nami żuła gumę (przynajmniej tak to wyglądało). Nikt z nas radnych nie śmiał zwrócić uwagi pani „poddyrektorce”. W końcu my proste chłopy, a tu taka "światowa kobita".

Nic to jednak. Największe wrażenie zrobił na mnie język, jaki wprowadziła pani Aneta w zacnej instytucji kultury. Zamiast używać tradycyjnych komunikatów językowych przyjętych w określonych sytuacjach i wypracowanych przez pokolenia użytkowników polszczyzny, osoba ta stosuje specyficzny slang. Nie poprosi ona głównego księgowego (bądź co bądź wedle słów Tomasza Żaka jej przełożonego) o przyniesienie dokumentów, lecz zastosuje prostą konstrukcję słowną: „Arek, weź się kopnij po wydruk”. Nie dość, że ten prosty sposób zrobił na nas radnych ogromne wrażenie, to jeszcze był skuteczny. Arek "się kopnął" i przyniósł stosowne papiery. I to nie raz, nie dwa. A my z rozdziawionymi buziami długo nie mogliśmy ochłonąć.

Gdyby w pracy chcieli Państwo wypróbować metodę komunikacji „...(dowolne imię), weź się kopnij po... (dowolna rzecz)” stosowaną przez członkinię ekipy Tomasza Żaka i to w samym mateczniku kultury, jedna rada. 
Wypowiadając te słowa, najlepiej mieć w ustach gumę do żucia. Pewnikiem wzmacnia efekt. Przecież kultury nigdy dość…  I skuteczności też.

LinkWithin