10 stycznia 2014

Podpatrzone w Małopolskiej Kronice Beskidzkiej. Andrychowianie stawiają poważne zarzuty/ Burmistrz swoje, a Aneta W. - swoje:)

Nie schowali głowy w piasek, nie dali sobie wmówić, że czarne jest białe. Najnowsza „Małopolska Kronika Beskidzka” publikuje tekst o skardze na Radę Miejską, jaką do wojewody złożyły związki zawodowe działające w andrychowskim centrum kultury.  „Napięta atmosfera w andrychowskim Centrum Kultury i Wypoczynku wyszła już poza przestrzeń tylko tej placówki i udzieliła się również miastu. Związkowcy i część załogi CKiW wystosowali bowiem skargę na Radę Miejską! Zarzut to zaniedbanie, nienależyte wykonywanie zadań i naruszenie praworządności. Czym Rada „podpadła" związkowcom?” - tak rozpoczyna swój tekst Jacek Dyrlaga. 
Dalej dziennikarz pisze: „Sprawa dotyczy reorganizacji przeprowadzonej w Centrum Kultury i Wypoczynku, o czym pisaliśmy już kilkakrotnie. Spowodowała ona zmiany w systemie wynagradzania, przeniesienia pracowników na inne stanowiska i redukcje etatów. „Solidarność" uznaje, że nowe zasady wprowadzono bezprawnie, bo nowy „Regulamin Organizacyjny CKiW" podpisała nie dyrektorka placówki, która od wielu miesięcy przebywa na zwolnieniu lekarskim, a jej pełnomocniczka, nieposiadająca takich uprawnień. Stało się to w dodatku bez rozpatrzenia opinii związków zawodowych. „Solidarność" i część załogi liczyła wiec, że nad problemem pochyli się Rada Miejska, do której przesłali skargę na dyrektorkę. Tymczasem większość radnych umyła ręce. Stało się to po odczytaniu opinii radcy prawnego Urzędu Miejskiego, jakoby skarga nie dotyczyła dyrektorki, a jej pełnomocniczki (…). A skoro tak, to była to skarga na pracownika CKiW i oznacza, że Rada Miejska nie była władna się nią zająć. Radni uznali, iż sprawę rozpatrzy osoba zastępująca dyrektorkę. Pełnomocniczka musiała zająć się zatem skargą na siebie... Stało się tak wbrew zapewnieniom burmistrza Andrychowa Tomasza Żaka, który twierdził, iż pełniącym obowiązki dyrektora CKiW nie jest pełnomocnik, lecz główny księgowy tej placówki.

Jak było do przewidzenia, pełnomocniczka (przypomnijmy, chodzi o Anetę W. - przypis red.) załatwiła wszystko po swojej myśli, czyli skargi także nie rozpatrzyła (…). Komisja Zakładowa NSZZ ,.Solidarność" w rezultacie wysłała do wojewody małopolskiego skargę na andrychowską Radę Miejska. Czytamy w niej m.in.: Działanie Rady polegające na nierozpoznaniu skargi, a także przekazaniu jej podmiotowi, na który skargę złożono, stanowiło zaniedbanie, nienależyte działanie i naruszenie praworządności (art. 227 k.p.a.) w zakresie zadań organu. Związkowcy poprosili wojewodę o kontrolę nieprawidłowej działalności samorządu lokalnego, unieważnienie uchwały Rady Miejskiej o odrzuceniu skargi na dyrektorkę CKiW oraz zastosowanie wszystkich przewidzianych prawem środków w celu przywrócenia prawidłowej działalności CKiW”. (pogrubienia od red.)

Komentarz:
Zobaczymy, jak potoczą się losy skargi. W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na jeden, bardzo ważny wątek. Kiedy podczas listopadowej sesji Rady Miejskiej rozpatrywano sprawę, zwróciłem uwagę, że przyjęta przez ekipę Tomasza Żak interpretacja przepisów doprowadzi do absurdalnej sytuacji, w której Aneta W. będzie rozpatrywać skargę na siebie! W odpowiedzi burmistrz Żak zapewnił, że tak się nie stanie. Że pod nieobecność dyrektor (Teresa Tomiak do wielu miesięcy przebywa na zwolnieniu lekarskim) zastępuje ją główny księgowy. To do niego miała trafić skarga.

Ostatecznie koalicjanci T. Żaka w Radzie Miejskiej przegłosowali wycofanie skargi związków zawodowych z obrad i skierowanie jej do dyrekcji CKiW (za takim rozwiązaniem opowiedziało się 11 radnych, 7 było przeciw).
Teraz, i wcale nie piszę tego z satysfakcją, okazuje się, że miałem rację. Wbrew publicznym zapewnieniom burmistrza Żaka to nie główny księgowy, ale sama Aneta W. odpowiadała związkowcom. Dowód poniżej.


Pytam, czy Tomasz Żak świadomie wprowadził w błąd mieszkańców mówiąc, że to główny księgowy jako zastępca nieobecnej dyrektor zajmie się skargą?
Czy jest może tak, że już nawet współpracownicy burmistrza Żaka wiedzą, iż nie ma sensu przejmować się tym, co opowiada publicznie? On mówi jedno, oni robią drugie. 

Zapytuję też radnych - koalicjantów Tomasza Żaka, w tym Macieja Kobielusa - przewodniczącego komisji rewizyjnej  (która wcześniej zajmowała się skargą i całej Radzie zarekomendowała ją za zasadną), czy wiedzieli, że biorą udział w swoistej farsie (bo trudno to inaczej nazwać) i jak profesjonalni aktorzy odegrali swoje role, byle tylko nie dopuścić do głosowania nad zasadnością skargi związków zawodowych przez całą Radę? 
Jeśli nie, i mówiąc kolokwialnie, „dali się nabrać” na zapewnienia T. Żaka, to jestem ciekaw, co zamierzają teraz zrobić? W imię trwania koalicji udawać jak przy innych sprawach, że nic się nie stało?

T. Żak i jego ekipa po raz kolejny zadbali, by o Andrychowie było głośno. A jest to niestety sława wątpliwej wartości. Ostatnio jeden z moich znajomych usłyszał od pracownika Starego Teatru w Krakowie w związku z trwającym tam konfliktem (w jego wyniku z teatru odeszli Anna Polony i Jerzy Trela) opinię, że u nich to jest teraz tak, jak w Andrychowie. Takich żeśmy się przy tej władzy standardów dorobili w trzy lata. Smutne.
K. Kubień

Ps. Poniżej treść skargi do wojewody. Oryginał wysłany został 23 grudnia 2013 roku. 27 grudnia kopia przekazana została przewodniczącemu Rady Miejskiej w Andrychowie - Romanowi Babskiemu. 


LinkWithin