9 marca 2013

Ludzie piszą. Zioła w Baszcie ściśle tajne


Otrzymaliśmy bardzo ciekawego maila od mieszkanki Andrychowa. Serdecznie dziękujemy i publikujemy w całości:

„Witam:) Felietonik. Sprzedajemy ziółka. Dla każdego prezencik o wartości 50 zł! Przyszło ok 50 osób (dzisiaj - 07.03) w wieku 50 - 70 lat. Niestety nie można było robić zdjęć ani nagrywać. Hmmm, wręcz tego zabroniono! Sprzedawano różnego rodzaju kuracje z ziółek peruwiańskich, powołując się na ojca Edmunda Szeligę, który żył w Peru i prowadził pełną dokumentację na temat leczniczego działania tychże ziółek oraz licznych wyleczeń z ciężkich chorób jak rak. Ponoć jeśli chodzi o raka - 85% wyleczeń. Ziółek nie kupiłam, nie dotrwałam do końca wykładu, rozpraszały mnie dziwne, nowe malowidła na ścianach byłej „Baszty". Prezenciku o wartości 50 zł też nie otrzymałam:( Ale za to znam wiele chorób wieku starczego! Dołączam zdjęcie ulotki. Czy można handlować w Laboratorium Baszta??? Pozdrawiam cieplutko i radośnie. 
Kobieta z krwi i kości - pochodzenie – Andrychów!”

Droga Czytelniczko! Odkąd burmistrz Tomasz Żak i przewodniczący Rady Miejskiej Roman Babski postanowili „dać szansę” stowarzyszeniu AsteK przekazując im lokal po Klubie Jazzowym, nic co tam się wyprawia, już nas nie dziwi. Nawet handlowanie cichaczem jakimiś ziołami. Pamiętajmy jednak, że miasto nadal jest właścicielem tego miejsca i władze nie uciekną od odpowiedzialności za to, na co pozwalają!

Z ciekawości zerknęliśmy do internetu, gdzie znaleźliśmy m.in. taką stronę: http://www.peruwianskieziola.pl/. Okazuje się, że firma prowadząca sprzedaż ziół zarejestrowana jest w Czechach (Jablonec). Na witrynie przeczytaliśmy:

„Uwaga! Ojciec Edmund Szeliga nie przyznał żadnej spółce, osobie fizycznej, firmie czy jakiejkolwiek innej instytucji prawa do łączenia peruwiańskich produktów ze swoją osobą! (…) Jedyną instytucją, która ma prawo używania wizerunku i nazwiska Edmunda Szeligi oraz prowadzenia dalszej działalności pod jego „szyldem” jest wyłącznie Institut IPIFA (Instituto Peruano de Investigatión Fitoterápica Andina) w Limie, którego był założycielem, a po śmierci jest jego patronem.”


Tymczasem na ulotkach widniejących na zdjęciach od naszej Czytelniczki zamieszczono nawet fotografię słynnego misjonarza. Na marginesie. Miejsce, gdzie zorganizowano spotkanie nazywa się obecnie Laboratorium Baszta (a nie Klub pod Basztą).  

Wracając do tematu. W sieci natrafiliśmy na ciekawy artykuł opublikowany przez warszawską edycję Gazety Wyborczej we wrześniu ubiegłego roku 
(http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,12532053,Magiczne_ziolo_z_Peru_czyli_jak_dzialaja_naciagacze.html). Materiał autorstwa Anny Miłoszewskiej nosi tytuł „Magiczne zioło z Peru czyli jak działają naciągacze”. Oto jego obszerne fragmenty:

„Jest takie miejsce, gdzie przewlekłe choroby przechodzą jak ręką odjął, astma przestaje dusić już po miesiącu, a nowotwory rozpływają się w powietrzu. I to wcale nie za mitycznymi siedmioma górami. Sprawdź, może i w twojej skrzynce czeka już zaproszenie do tej krainy? Moje było zatytułowane tak: "Nowość w Polsce!!! Światowy przełom w Polskiej medycynie". Poniżej obietnica, że dowiem się, jak skutecznie leczyć cukrzycę, nadwagę, choroby serca. No to idę. Bo jest też zapewnienie, że każdy uczestnik spotkania otrzyma prezent o wartości 300 zł.

Kiedyś reklamowano w ten sposób sprzedaż leczniczych materacy, garnków, pościeli wełnianej, ale to widocznie kwestia koniunktury. Szkolna sala, gdzie odbywa się spotkanie, jest wypełniona po brzegi. Jestem jedyną osobą poniżej 30. No dobra, jedyną poniżej 60. Ciche pogaduszki, śmiechy, jakaś pani częstuje sąsiadów ciastkiem. Jedna z seniorek niepewnie kieruje się pod okno, ale zawraca, gdy kilka głosów woła spod ściany: "Aśka, tutaj chodź!".

Prelegent zaczyna show...

Szmery cichną. Na sali pojawia się Prelegent. Ubrany na czarno trzydziestokilkulatek, o zdecydowanym spojrzeniu i mocnym głosie. Nie przedstawia się jako lekarz, ale daje do zrozumienia, że jest z branży. - Wybaczcie państwo, że nie wyłączę telefonu, ale czasem pacjenci dzwonią - mówi z rozbrajającym uśmiechem. - Kiedy bywam na kongresach onkologów.

Kilkakrotnie podkreśla, że nie jest to spotkanie sprzedażowe, tylko informacyjne. Zanim wyjawia, co jest jego przedmiotem, rozwodzi się na tematy medyczne. - Długotrwała farmakoterapia prowadzi zawsze do przedawkowania - stwierdza. - Bądźmy szczerzy, wszyscy wiemy, jak wygląda leczenie w Polsce.

Hm, nie sposób się nie zgodzić. Mówi o tym, że nasz system leczenia jest chory, bo lekarze - tak jak w Niemczech - powinni dostawać pieniądze dopiero po wyleczeniu pacjenta. I o tym, że dwa lata przepracował w domu opieki dla obłożnie chorych. Kiedy już utonęliśmy w jego opowieści, wtrąca kilka mniej lekkostrawnych zdań: *"leki dostępne w polskich aptekach muszą mieć zgodnie z zaleceniami tylko 10 proc. skuteczności", *"tabletki nasercowe musują w całym organizmie i dlatego osłabiają ściany żył". Zaczynamy się bać.

...przedstawia Koci Pazur...

Na szczęście rychło dowiadujemy się, że jest coś, co zawsze nam pomoże. To peruwiańskie zioło Vilcacora (Koci Pazur), które "pomaga absolutnie na wszystko". Leczy m.in. nowotwory, cukrzycę, nadciśnienie, astmę, prostatę, reumatyzm. Na dowód Prelegent puszcza film o ojcu Edmundzie Szelidze, dodając, że otrzymał on Nagrodę Nobla za leczenie Kocim Pazurem (to nieprawda). I że leczyli się tym Jan Paweł II i Borys Jelcyn. (...)

Prelegent: - Import peruwiańskiego zioła jest bardzo ograniczony i firma Centrum Zdrowia, którą reprezentuję, ma prawo do sprowadzenia tylko 200 kg w roku.

Jesteśmy więc w gronie wybranych! Zaczynamy pytać. Mieszanki ziół są ponoć zróżnicowane w zależności od choroby. Jednak pudełka i paczuszki, które prezentuje Prelegent, niczym się nie różnią. Czteromiesięczna kuracja kosztuje 2100 zł, ośmiomiesięczna - 3100 zł. Tylko dziś cztery osoby z sali mają szansę na dofinansowanie w wysokości 1100 zł. Trudno powiedzieć czemu, ale po tej obniżce mniejszy pakiet kosztuje 900, a większy 1900 zł. Zresztą oferta jest dość elastyczna - dla zdecydowanych od razu może być duży pakiet w cenie małego. Może też być do jednego zakupionego drugi pakiet dla małżonka gratis. - Tu naprawdę nie chodzi o pieniądze - zapewnia Prelegent.

Pojedyncze sceptyczne głosy kwituje tak: - Płakać mi się chce, jak tego słucham.

I losuje cztery dofinansowania. Podaje też numer "niebieskiej linii", pod którym również otrzymamy zniżkę. Automatycznie, bo numer jest przecież znany tylko uczestnikom spotkania. Czas na zakupy.

...i wylicza korzystne raty

Pan z Ostatniej Ławki, który wcześniej wywołał dyskusję na temat "chemia kontra zioła", daje się nakłonić do zakupu mniejszego pakietu kuracji z materacem masującym gratis ("w Niemczech kosztuje 1400 zł!"). I nawet nie drąży tematu, kiedy słyszy, że jego mieszanka, pierwsza z brzegu, pomaga i na nadciśnienie, i na cholesterol, i na prostatę. Decyduje się na zakup na raty, bez czytania dokumentów składa kilka podpisów, nawet pod dwustronną tabelą z wielkim napisem "Formularz kredytowy" na górze.

Pani Spod Ściany chciałaby się poradzić męża.

Prelegent: - Nawet jeśli mąż się nie zgodzi, proszę raz pomyśleć o sobie. O męża dba pani całe życie.

Kolej na mnie. Waham się, choć podobno 519 zł zasiłku pielęgnacyjnego, który otrzymuję na sparaliżowaną babcię, pozwala w mojej trudnej sytuacji finansowej na rozłożenie płatności na raty. - 900 zł na 36 miesięcy, po 36 złotych na miesiąc - oblicza szybko, dodając, że zawsze doliczana jest opłata bankowa.

Zapewnia, że do dopełnienia formalności wystarczy mu papierowy odcinek, który listonosz przynosi wraz z zasiłkiem. A widząc moją niepewną minę, przypomina sobie, że przecież przysługuje mi jeszcze 300 zł zniżki za dzisiejszą obecność na spotkaniu (aha, prezent)!

Okazuje się, że o tym obiecanym w ulotce prezencie nikt już nie pamięta. Słuchacze kulturalnie się żegnają, rozchodzą w grupkach. Chyba tylko ja na poważnie liczyłam na ten prezent, może nie za 300 zł, ale jakiś chiński gadżet czy coś. Muszę nabrać wprawy.

Mały przewodnik po manipulacji

Specjalnie dla naszych czytelników mamy... nie, nie zaproszenia na prezentację ziółek. Obnażamy sztuczki stosowane przez sprzedawców i podpowiadamy, na co zwrócić uwagę, żeby dobrze się bawić na takich spotkaniach i nic nie stracić.

* "Państwo wybaczą, że nie wyłączę telefonu". Nie dość, że gość jest lekarzem, bo wspomniał o pacjentach, którzy mogą zadzwonić, to jeszcze skromnym, bo nie przyznał się, jakiej specjalności i nie narzeka, a wiadomo, że pracuje po godzinach. I to podejście do pacjentów! O każdej godzinie jest do ich dyspozycji! Spytajmy koniecznie, jakiej jest specjalizacji. Chyba że nie trzeba, bo jest tak młody, że sześciu lat studiów i dwóch lat specjalizacji nie może mieć za sobą.

* "Leki musują w żyłach i sercu". Mamy tak zasłuchać się w obce słowotwory, by uwierzyć, że serwująca je nam osoba jest fachowcem. Niewiele znaczącymi hitami ostatnich lat są np. "leki immunosupresyjne", "zwłóknienie tkanek", "ostre choroby zatorowe". Można wziąć "fachowca" na przetrzymanie i prosić o wyjaśnianie kolejnych terminów. Wystarczy jednak policzyć, ile ich padło.

* " Pomaga absolutnie na wszystko". Nie sprawdzimy tego szybko, ale wystarczy spytać, czy wspomniany środek pomaga np. na trapilepsję. No bo jeśli pomoże nawet na nieistniejącą chorobę, to już chyba na wszystko.

* " Świetnie, że pan o to pyta". Któż z nas nie lubi być chwalony? Jak tylko usłyszymy, że robimy coś "świetnie", "mądrze", "doskonale", od razu stajemy się przygłusi na resztę wywodu. Ważne, że gość się na nas poznał! A przecież to ledwie pochlebstwo nie wprost. Pomyślmy, co się z nami stanie, gdy usłyszymy: "Widzę, że rozmawiam z fachowcem".

* " Borys Jelcyn się tym leczył, Jan Paweł II". A czy się wyleczyli? Nie sprawdzimy. Łatwo podać za przykład osobę, której nigdy nie będziemy mieli możliwości zapytać o skuteczność leku ani nawet o to, czy to prawda, że go przyjmowali.

* " Tu jest książka, na dowód, że nie jestem gołosłowny". To, co drukowane, to święte, zupełnie jak powiedziane w telewizji. Zanim jednak uwierzymy, sprawdźmy, co to za książka. Może to poradnik Anny Muchy?

* " Bądźmy szczerzy, wszyscy wiemy, jak wygląda leczenie u nas w Polsce". Oj tak, od tego wszyscy jesteśmy ekspertami. A ten fachowiec to równy gość, bo nie dość, że sądzi tak jak my, to jeszcze poznał się mądrala na tym, że my NAPRAWDĘ wiemy, jak to leczenie wygląda - z autopsji.”

LinkWithin