16 sierpnia 2012

Co się dzieje z Beskidzką Drogą Integracyjną? I komu na tym zależy?


Kiedy przyglądam się pracom władz samorządowych Andrychowa, Kęt, Wadowic czy Kalwarii Zebrzydowskiej, to odnoszę wrażenie, że niemal nic się nie dzieje wokół starań o budowę BDI. Przykre to stwierdzenie. Bo wbrew obiegowym opiniom podtrzymywanym przez niektóre media, prace nad tym projektem nieprzerwanie trwają i wydano na to przedsięwzięcie już 2,5 miliona złotych publicznych pieniędzy!
Wiadomo, że komunikacji na naszej poczciwej krajówce nr 52 nic nie jest w stanie usprawnić. Natężenie ruchu w okolicach Andrychowa wynosi 20 tys. pojazdów na dobę, a średnia prędkość jazdy z Bielska do Krakowa to około 30 km/h. Do tego dochodzą liczne, w tym śmiertelne wypadki. Taka sytuacja skutecznie odstrasza każdego potencjalnego inwestora. Nasz region nie może się więc gospodarczo rozwijać.

Kilka lat temu powstała koncepcja budowy nowej drogi, która miałaby połączyć Głogoczów z Bielskiem - Białą i wyprowadzić cały ruch tranzytowy z centrów miejscowości leżących wzdłuż drogi krajowej 52, w tym z Andrychowa. Nazwano ją Beskidzką Drogą Integracyjną (BDI). Od 2005 roku wykonano kosztem 2,5 mln zł dokumentację projektową w zakresie studium - techniczno - ekonomiczno – środowiskowego etap II, dla dwóch rekomendowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) wariantów trasy. W latach 2010 - 2011 projekty przedstawione zostały mieszkańcom i władzom każdej z zainteresowanych gmin. Pamiętamy, że nie obyło się bez konfliktów, zwłaszcza w Wadowicach. Niestety, wygląda że obecnie na szczeblu rządowym zainteresowanie tą inwestycją zmalało do zera. BDI nie została nawet wpisana do programu budowy dróg krajowych i autostrad na najbliższe lata. Ale łaska pańska i łaska wyborców na pstrych koniach jeżdżą – zmieniają się koncepcje rządzących i zmieniają się też rządy.

Co na to nasze samorządy? Ano wygląda, że one także przestały się zajmować tą inwestycją. Zamiast poodejmowania wspólnych akcji mających na celu domaganie się budowy tak koniecznej drogi ekspresowej, mamy milczenie. W ciągu ostatnich dwóch lat nie słyszałem o choćby jednej inicjatywie burmistrzów Andrychowa, Kęt, Wadowic, która stanowiłaby jakiś nacisk na ministerstwo w tej sprawie. Czy wystosowano do odpowiedniego ministra lub premiera jakikolwiek apel, list otwarty czy petycję domagającą się podjęcia dalszych prac nad BDI? Nie. Jedyną tego typu inicjatywę zainicjowali andrychowscy radni PIS. W marcu tego roku Rada Miejska przegłosowała przygotowaną przez nas rezolucję. 

O zadaniu tym przypomina regularnie poseł z Andrychowa Marek Polak, który co jakiś czas czy to w formie interpelacji, czy wypowiedzi z trybuny sejmowej wzywa do jej kontynuowania. Ale wsparcia najbardziej zainteresowanych, to jest władz Andrychowa, Wadowic, Kalwarii i Kęt nie widać.

Inwestycji takiej jak droga nie realizuje się w rok - dwa. Przypominam, że Wadowice swą obwodnicę budowały aż 17 lat. I się udało. Naszą Lokalną Obwodnicę Andrychowa budowaliśmy też ładnych parę lat, a i tak za sprawą obecnego burmistrza nie jest dokończona zgodnie z planami. Tym bardziej tak wielkie przedsięwzięcie, jakim ma być BDI, wymaga stałego zainteresowania i ciągłej walki o nią. I to bez względu na zmieniające się ekipy rządzące w kraju i w samorządach. Uważam, że należy jak najszybciej powrócić wspólnie z władzami zainteresowanych gmin do lobbowania na rzecz BDI. Bo ta droga jest niezbędna dla rozwoju naszej gminy.

Przez pryzmat Beskidzkiej Drogi Integracyjnej często oceniano skuteczność poprzednich władz samorządowych, chociaż to przecież inwestycja rządowa. Nadal próbuje się wmówić ludziom, że jest to porażka. Myślę że za wcześnie na takie oceny, a przyszłość najlepiej je zweryfikuje. Nawet jeśli ta droga powstanie za parę lub paręnaście lat, to moim zdaniem warto o nią walczyć. Choćby dla naszych dzieci. Tak właśnie myślę jadąc nowiutką obwodnicą Bielska – Białej i ekspresówką do Cieszyna. Tam się dało, a to przecież za miedzą.

LinkWithin