7 stycznia 2013

Inni walczą o interesy swoich mieszkańców, a nasze władze...?


W grudniu 2012 roku andrychowska Rada Miejska zatwierdziła przygotowaną przez ekipę burmistrza Żaka uchwałę wprowadzającą nowe zasady gospodarki odpadami oraz nowe, dużo wyższe niż dotychczas taryfy za wywóz śmieci. Tylko sześciu radnych głosowało przeciwko tym restrykcyjnym pomysłom. Reszta podniosła ręce za podwyżkami. My od początku kwestionowaliśmy zarówno sens nowych przepisów jak i wysokość opłat, które pogrążą domowe budżety wielu andrychowskich rodzin. Potwierdzą to mieszkańcy naszej gminy, którzy wzięli udział w tych paru spotkaniach konsultacyjnych zorganizowanych przez magistrat jesienią ubiegłego roku. Mówiono wtedy, że ani burmistrz miasta, ani samorządowcy nie mają nic do powiedzenia w kwestii nowych przepisów. Naprawdę?
4 stycznia w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł pt. „Śmieciowy bunt miast”. Oto najciekawsze fragmenty:

„Kilkanaście polskich miast nie podjęło tzw. uchwał śmieciowych. Kilkadziesiąt nie ogłasza obowiązkowych przetargów na wywóz odpadków. - Jeśli zostaniemy zmuszeni, zażądamy od państwa odszkodowań - mówi prezydent Inowrocławia. Część miast zamierza zignorować zapisy ustawy śmieciowej i nie rozpisze przetargów na wywóz odpadów. A kilkanaście gmin, w tym Brzeg, Częstochowa, Darłowo, Gdańsk, Gdynia, Kołobrzeg, Kraków, Rzeszów, Sopot, Warszawa i Wrocław, do tej pory nie podjęło nawet uchwał w sprawie opłat za śmieci lub sposobu ich naliczania (od "głowy", gospodarstwa, zużycia wody albo powierzchni mieszkania), choć miały obowiązek zrobić to do końca minionego roku. Inowrocław, który jest uważany za lidera buntu, już zaskarżył ustawę śmieciową do Trybunału Konstytucyjnego. (...)

Problem w tym, że wielu prezydentów miast przetargów nie chce ogłosić. Związek Miast Polskich argumentuje, że samorządy zainwestowały grube miliardy we własne firmy śmieciowe. Samorządowcy boją się, że zagraniczne firmy z łatwością przejmą rynek, a miasta zostaną zmuszone do zamknięcia swoich zakładów. - Stracimy miejsca pracy i pieniądze - alarmują.Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia, twierdzi, że unijne regulacje nie wymagają organizowania przetargów. - Jesteśmy traktowani jak naiwniacy - mówi. Zapowiada, że jeśli gminy zostaną zmuszone do wyboru firm wywożących odpady, a potem okaże się, że muszą zamykać własne firmy śmieciowe, to pozwą skarb państwa o odszkodowania. (...)

Prof. Czesław Martysz, specjalista od prawa samorządowego oraz pracownik Najwyższej Izby Kontroli, uważa, że prezydenci igrają z ogniem. Ostrzega, że ich działania mogą w skrajnych wypadkach doprowadzić do rozwiązania rad miejskich i odwołania prezydentów. (…)”

Ciekawe, że tych gróźb nie ulękły się władze Warszawy, Krakowa, Gdańska czy zaledwie czterdziestotysięcznego Brzegu. Może dla nich interes mieszkańców jest ważniejszy niż ciepłe posadki w ratuszu i rajcowskie diety?

Czytaj także:

LinkWithin