9 października 2012

Felieton. Za granicę po naukę? Cicho, sza...


Trzęsą nam się brzuchy ze śmiechu za każdym razem, gdy czytamy, jak to nowe władze z burmistrzem i jego dworzanami promują naszą gminę zagranicą. Ostatnio na ten przykład na Morawach. Członkiem delegacji była nowa Pani Kierownik Wydziału Turystyki, Sportu i Kultury, czyli Agnieszka Gasparska, mieszkanka Bielska – Białej, która została zatrudniona w magistracie zaledwie kilka dni wcześniej. Wielce jesteśmy ciekawi, jak zachwalała Gminę Andrychów naszym przyjaciołom Morawianom. Co ciekawego zdążyła się nauczyć o miejscowości, w której ledwo co przyszło jej pracować? I co z tego udało się jej przekazać?

Podobne pytania zadawaliśmy sobie latem, gdy na Łotwę wyjechała inna bielszczanka Jolanta Lach. Pani skarbnik miała jednak więcej czasu, żeby poznać bliżej swoją nową małą ojczyznę, bo pilnuje gminnych finansów od ponad roku. Najbardziej jednakże martwiliśmy się, gdy wojaże rozpoczynał burmistrz Żak, który sam przyznawał miesiącami, że dopiero się uczy. Niepotrzebnie chyba się zadręczaliśmy, bo nowy włodarz poczuł wiatr w żaglach i wielce się do promowania Andrychowa zapalił. Teraz frasujemy się, że jak tak dalej pójdzie, to Tomasz Żak nie będzie miał co zagranicą reklamować. Co tam w innych krajach! Chwilowo to wstyd nawet do Wadowic jechać, bo tak się z naszej dziury po moście nabijają...

W historiach tych promocyjnych wojaży mniej nas bawi to, że „przyszywani” andrychowianie mogą mieć problemy z przedstawianiem zagadnień dotyczących Andrychowa naszym cudzoziemskim partnerom. Naprawdę pocieszne jest to, że wielu z tych obcokrajowców zna naszą gminę i dłużej i lepiej niż obecni jej władcy. Tacy Niemcy na ten przykład. Piętnaście lat współpracy, wymian, odwiedzin, prelekcji, prezentacji, zwiedzania, omawiania, paneli dyskusyjnych, warsztatów itd. itp. Przecież Viktoria Doris Graenert z Isny mogłaby z zamkniętymi oczami oprowadzać dywizję desantową z ratusza po mieście i okolicznych wioskach tygodniami. Może nawet niektórzy pracownicy Wydziału Drogownictwa szybciej by się przy niej nauczyli całej sieci dróg w gminie.

A może, o to tu chodzi? Może to nie z wiedzą, ale po wiedzę tak chętnie na obczyznę wyprawiają się VIP – y z magistratu? To by nawet miało ręce i nogi. A i dla Andrychowa korzyść podwójną. Władza wzorem renesansowej szlachty nauki w obcych krajach: we Włoszech, Niemczech, Czechach, Holandii i na Łotwie pobierać będzie. A my, tubylcy, w tym czasie po cichutku coś dla tej biednej gminy zrobimy. Jak wrócą, to się może nawet nie zorientują:) Nowy most? Nieee, przecież on tu zawsze stał. Skąd ten chodnik? Aaaa, to jeszcze za Woźniaka zrobili, tylko pozamiatane nie było. Taka konspiracja, jaka okupacja:)

Tak się zapędziliśmy w tych spiskowych planach, że zapomnieliśmy o najważniejszym. Kasa, misiu, kasa – jak mawiał były selekcjoner reprezentacji Polski. I tu nas burmistrz Żak przechytrzył na całej linii. Najpierw w parę miesięcy pozbył się wieloletniego skarbnika gminy, który przetrwał wcześniej niejedną polityczną i kadrową zawieruchę i uznawany był za niezatapialnego. Jego miejsce zajęła ściągnięta ze Śląska lojalna Pani Jola. Teraz natomiast pracę straciła kolejna osoba z Andrychowa, księgowa Centrum Kultury i Wypoczynku. Zapowiada się oszczędzanie na maksa.

No cóż, ale my przynajmniej chcieliśmy. I dalej chcemy. Jak mówią w pewnej popularnej reklamie: kto chce -  szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu.

LinkWithin