5 czerwca 2012

Chcą oszczędzać na dzieciach, a liczyć nie potrafią?

Zgodnie z obietnicą wracamy do tematu gminnej oświaty, który wywołał kuriozalny felieton redaktora Nowin Andrychowskich (pisaliśmy o tym tu: http://dlaandrychowa.blogspot.com/2012/05/nauczyciele-miejcie-sie-na-bacznosci.html ). Marek Nycz napisał, że „do rządowej subwencji trzeba dopłacić ponad 20 mln z gminnej kasy”. Ten sam dziennikarz, na tym samym portalu ale dwa miesiące wcześniej podawał inne kwoty (http://nowiny.andrychow.eu/index.php/nowiny/najwaniejsze/1244-ile-kosztuje-andrychowska-owiata). Nie 20 milionów, lecz 18 127 906 zł (prawie dwa miliony nie robi różnicy? Ani dziennikarzowi, ani Pani skarbnik, która o tyle się pomyliła podając radnym kwotę wolnych środków w budżecie kilka miesięcy temu). I nie do rządowej dotacji, która dotyczy tylko szkół, lecz do oświaty gminnej w ogóle, czyli razem z przedszkolami w całości finansowanymi przez lokalny samorząd. A koszt utrzymania przedszkoli wynosi co najmniej 6 milionów zł. 
                 Redaktor nie napisał, że rządowa subwencja w całości pokrywa wynagrodzenia nauczycieli. Gmina płaci za utrzymanie obiektów i administrację. Do kosztów doliczane są inwestycje, remonty i tym podobne wydatki na infrastrukturę, które wyniosły w ubiegłym roku (podobnie jak i w latach poprzednich) 5 280 000 zł. I to są właśnie sumy, które można zaoszczędzić, gdyby była taka konieczność. W ostatnich latach inwestowano sporo, bo powstało pięć sal gimnastycznych a każda kosztowała ok. 4 miliony zł. Teraz wszystkie szkoły mają sale, a skoro magistrat chce oszczędzać, to może to zrobić właśnie na funduszu inwestycyjnym. Tymczasem wygląda na to, że pomysł ratusza polega na redukcji zatrudnienia, łączeniu klas i zwiększaniu liczby dzieci w oddziałach, co przyniesie wielkie stary społeczne i minimalne oszczędności dla budżetu gminy. A przecież na poważne inwestycje w bazę też się nie zanosi. Urząd planuje budowę placów zabaw czy przyszkolnych boisk. To nie są milionowe wydatki! Andrychowianie się na to nie nabiorą! Tak samo jak opowiadanie, że na oświatę wydajemy połowę budżetu gminy. Jest to wprawdzie ponad 40% wydatków, ale z tych prawie 50 milionów aż 30 milionów to subwencja rządowa! Łatwy rachunek pokazuje, że tak naprawdę na oświatę gmina wydaje 20% własnych wydatków i to łącznie z przedszkolami, na które rząd nie daje nam ani złotówki. I to jest normalne, bo zapewnienie najmłodszym obywatelom wykształcenia to podstawowe zadanie każdej gminy.
                  Drogie, kochane dziecko. Tak często do swoich pociech zwracają się rodzice, babcie, ciocie a także nauczyciele. W samorządzie andrychowskim określenie drogie dzieci nabiera wydźwięku pejoratywnego. Od pewnego czasu modna, zwłaszcza w środowisku wójtów, burmistrzów i prezydentów miast staje się kwestia ograniczania finansowania oświaty. Trend ten niestety popiera Ministerstwo Edukacji, a szczególne „osiągnięcia” na tym polu miała poprzednia minister niejaka Katarzyna Hall. Takie podejście odbija się na jakości nauczania, wychowania i zapewnieniu dziecku prawidłowego rozwoju. Konstytucja zapewnia bezpłatny dostęp do nauki. To fakt. Tylko czy państwo zapewni odpowiednią jakość nauczania, kiedy zabierze się środki finansowe? Świat pędzi do przodu w ogromnym tempie i nie wystarczą już metody, które były dobre nawet kilka lat temu.
                      A jak jest u nas w andrychowskiej oświacie? Redaktor Marek Nycz pisze, że w naszych szkołach ubyło w ciągu ostatnich kilku lat około tysiąc dzieci. Ubolewa, że zwolniono w tym czasie tylko 17 nauczycieli (a ilu odeszło na emeryturę to już nie łaska?). To ilu trzeba ich zwolnić, aby wg. redaktora wszystko było w porządku? Dalej dziennikarz pisze, ileż to gmina dopłaca do rządowej subwencji. Jakby w tym było coś dziwnego, nienormalnego, w podtekście: Andrychów szasta forsą na prawo i lewo. Nieprawda. Finansowanie oświaty w całej Polsce wygląda tak samo i tego nie zmienimy. Wszystkie gminy prowadzące szkoły otrzymują od państwa tzw. subwencję oświatową, która zapewnia w większości płace nauczycielom. Tak naprawdę niezbędna do funkcjonowania podstawówek i gimnazjów kwota z samorządowej kasy to 5 milionów zł. plus ok. 6 milionów na przedszkola. 
                     To dużo czy mało na kilka tysięcy naszych dzieci? Dla obecnych władz to chyba zbyt dużo, bo z niespotykaną dotąd determinacją zaczęły szukać oszczędności w oświacie. Zrobiono to tak sprytnie, że ograniczono szkołom środki finansowe, burmistrz nie zatwierdził arkuszy organizacyjnych, a dyrektorzy zmuszeni byli ograniczyć etaty i niejednokrotnie zwolnić nauczycieli i pracowników obsługi zarabiających najmniej. Kto winien? Oczywiście dyrektor. Burmistrz T. Żak mówi, jak zawsze w takich przypadkach, że o niczym nie wie i nie ma z tym nic wspólnego. We wrześniu ubiegłego roku rząd dał nauczycielom podwyżkę wynagrodzeń. Ale dzięki „staraniom” naszych władz prawie żaden nauczyciel z naszej gminy takowej podwyżki nie odczuł. Zabrano nauczycielom dodatki motywacyjne i za wychowawstwo. Na spotkaniu z nauczycielami burmistrz zwracał się do nich słowami „drodzy nauczyciele i wychowawcy”. Drodzy, czyli kosztowni.
                       Przypomnę, że andrychowska oświata jest (jeszcze) jedną z najlepszych nie tylko w powiecie ale i w województwie. Świadczą o tym sukcesy naszych wychowanków w konkursach przedmiotowych, sporcie czy kulturze. Czy obecna władza jest po to, aby to wszystko zaprzepaścić? Po ostatnich posunięciach, obawiam się, że tak. Mówi się, że to dopiero początek wendetty na nauczycielach za to, że poprzedni burmistrz o oświatę dbał. I wcale nie brakowało pieniędzy na inwestycje, oświatę, sport czy kulturę. A przecież przeżyliśmy w tej gminie i masowe zwolnienia w zakładach, upadki fabryk, kryzysy światowe i załamania ryku. A nawet powódź stulecia, która zrujnowała pół gminy. Dało się? Dało. A teraz? Jakiż to kataklizm, poza nowymi rządzącymi, nas dotyka?
                        Pisałem kiedyś o przyznaniu nagrody w dziedzinie ekonomii burmistrzowi. Tylko tu, w Andrychowie oświata utrzymuje rozdmuchaną administrację najwyższego szczebla. Zastępców, doradców, dyrektorów, asystentów itp. Tylko tutaj zaoszczędzone na nauczycielach pieniądze planuje się przeznaczyć na wyjazdy do miast partnerskich i projekty, w których „przejada” się samorządowe i unijne pieniądze. Tym tematem zajmiemy się w najbliższym czasie. Czy szukanie oszczędności w oświacie, bo taka jest moda, to najlepsza droga do zapewnienia dzieciom optymalnych warunków do rozwoju? Na to pytanie muszą w pierwszej kolejności odpowiedzieć rodzice, którzy mogą mieć największy wpływ na oszczędnościowe zapędy naszej władzy. Ja uważam, że nie tędy droga.

LinkWithin